20210507_081024

Ikony Matki Bożej „Życiodajne Źródło”

W Paschalny Piątek, w kameralnym gronie, w duchowej, modlitewnej atmosferze, uroczyście obchodziliśmy nasze monasterskie święto. Wychwalaliśmy Bogurodzicę w Jej cudownej ikonie „Życiodajne Źródło”.

Woda poświęcona w tym dniu pomaga w wielu chorobach i dolegliwościach, o czym opowiada Kanon na jutrzni:

„Na ściśnięty przez nowotwór sutek niewiasty została rozlana woda Twego źródła, Władczyni Dziewico, i ustały śmiertelne cierpienia pod strumieniami, a nowotwór po prostu ją opuścił.

„Łona wcześniej nie rodzące z powodu niepłodności, rozwiązujesz jawnie strumieniami Twego źródła, albowiem jako rodząca Władcę wszystkich ofiarujesz zrodzenia”.

„Młodzieńcy i dziewczyny, i wszyscy ludzie z wiarą z duszy wysławmy radośnie Władczynię, ulecza bowiem skruszenia gorączki gnilnej, złośliwe wrzody, stwardnienia i paraliż”.

„Twoje źródło rozlewa Bożą i czcigodną wodę, Dziewico, bowiem bardzo powstrzymuje rozwój puchliny wodnej przez przyzwanie łaski Bożej. Przeto ciebie, źródło, czcimy na wieki”.

Cytaty za: www.liturgia.cerkiew.pl

20210322_165119

RADOŚĆ PASCHY

SYNAKSARION ŚWIĘTEJ WIELKIEJ NIEDZIELI PASCHY

Stichosy: Chrystus zstąpił, aby samemu z otchłanią walczyć, skąd wyprowadził wielu więźniów, owoc swego zwycięstwa.

Dzisiejsze święto nazywamy Paschą, co znaczy w języku hebrajskim „przeprowadzenie”, „przejście”, jest to bowiem dzień, w którym Bóg na początku przeprowadził świat z niebytu do istnienia; w tym samym dniu przeprowadził lud izraelski przez Morze Czerwone, wyrywając go z rąk faraona; w tym też dniu zstąpiwszy z niebios, zamieszkał w łonie Dziewicy. Teraz natomiast, wyrzuciwszy całą naturę ludzką z czeluści Otchłani, wprowadził na niebiosa i doprowadził do pierwotnej godności. Zresztą, zstąpiwszy do Otchłani, wskrzesił nie wszystkich, a jedynie tych, którzy zechcieli w Niego uwierzyć. Natomiast dusze świętych, które od wieku przemocą były trzymane w Otchłani, On wyzwolił i wszystkim otworzył dostęp na niebiosa. Oto dlaczego my, przepełnieni niezwykłą radością, świetliście świętujemy Zmartwychwstanie, oznaczając radość, którą wzbogacona została nasza natura ze szczodrobliwości miłosierdzia Bożego. W równym stopniu wyrażając także ustanie wrogości i zjednoczenie z Bogiem oraz samymi aniołami, pozdrawiamy się wzajemnie zwykłym pocałunkiem. Zmartwychwstanie Pana tak się dokonało: w tym czasie, gdy żołnierze strzegli grobu, około północy ma miejsce trzęsienie ziemi, bowiem zstąpił anioł i odsunął kamień od drzwi grobu, a straż rozbiegła się przerażona, co w przybliżeniu około sobotniej północy otworzyło drogę niewiastom. Przede wszystkim Zmartwychwstanie staje się znane Matce Bożej, która jak opowiada święty Mateusz, siedziała z Magdaleną naprzeciw grobu. W tym jednak celu, żeby nie mogło być miejsca na wątpienie w Zmartwychwstanie z powodu pokrewieństwa z Matką, ewangeliści mówią: „najpierw ukazał się Marii Magdalenie”. Ona też zobaczyła anioła siedzącego na kamieniu i pochyliwszy się, widzi wewnątrz grobu aniołów, którzy głoszą Zmartwychwstanie Pana. „Powstał – mówią – nie ma Go tutaj. Oto miejsce, gdzie Go położono”. Usłyszawszy to, ona podąża do najgorętszych z uczniów, do Piotra i Jana, i głosi im o Zmartwychwstaniu. Gdy zaś wracała z inną Marią, spotkał je Chrystus, mówiąc: „Radujcie się!”. Ten sam bowiem rodzaj, który poprzednio usłyszał:„W bólach rodzić będziesz dzieci”, powinien pierwszy usłyszeć tę radość. W porywie niepowstrzymanej miłości one zbliżają się i chcąc przekonać się namacalnie, dotykają Jego przeczystych nóg. Do grobu przychodzą też apostołowie: Jan tylko schyliwszy się odszedł, ale Piotr wszedł do wnętrza grobu i ze szczególną dokładnością wszystko oglądał, dotykając całunu i chusty. Nad ranem Magdalena znowu przyszła z innymi kobietami, aby dokładniej przekonać się o tym, co widziała. Zatrzymawszy się przed grobem, ona zapłakała, a nachyliwszy się do wnętrza grobu, widzi dwóch aniołów, jaśniejących światłem, którzy jakby uspokajając ją, mówią: „Niewiasto! Dlaczego płaczesz? Kogo szukasz? – Szukacie Jezusa Nazarejczyka, ukrzyżowanego? On powstał, nie ma Go tutaj”. Natychmiast z przerażeniem podniósłszy się, one zauważyły Pana. Potem obróciwszy się do tyłu, widzi i ona stojącego Jezusa, ale bierze Go za ogrodnika, gdyż grób znajdował się w ogrodzie, i mówi: „Panie, jeśli Go zabrałeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę”. A kiedy ona znowu zaczęła schylać się w stronę aniołów, Zbawiciel mówi do Magdaleny: „Mario!”. Ona zaś usłyszawszy słodki i znany głos Chrystusa, chciała przypaść do Niego, ale On mówi: „Nie dotykaj mnie, Mario, nie dotykaj, nie wstąpiłem bowiem jeszcze do mego Ojca”, jak ty sama uznajesz to, biorąc Mnie jeszcze za człowieka, ale „idź do moich braci i powiedz im o wszystkim, coś widziała i słyszała”. Magdalena spełniła to i o poranku znowu z pozostałymi zjawia się przy grobie. Niewiasty będące z Joanną i Salome przyszły, gdy już wzeszło słońce. Należy powiedzieć, że niewiasty przychodziły do grobu w różnym czasie, a wśród nich była także Bogurodzica, bowiem to Ona jest tą Marią, którą Ewangelista nazywa matką Jozesa. Ten Józef był synem Józefa Oblubieńca. Nie wiadomo zresztą, o której godzinie Zmartwychwstał Pan. Niektórzy mówią, że przy pierwszym pianiu kogutów, inni, że gdy miało miejsca trzęsienie ziemi, a jeszcze inni mają na to różne poglądy. Tymczasem, gdy to wszystko się dokonywało, niektórzy ze strażników przyszli do arcykapłanów i opowiedzieli o tym, co się zdarzyło. Ci dają im pieniądze i zmuszają do mówienia, że to Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go. Wieczorem tego samego dnia, gdy uczniowie z obawy przed Żydami zgromadzili się razem i drzwi były mocno zamknięte, wchodzi do nich Jezus, gdyż był w niezniszczalnym ciele, i głosi im, jak zwykle, pokój. Zobaczywszy Go, oni ogromnie się uradowali i przez tchnienie Zmartwychwstałego w doskonałym stopniu przyjmują moc Najświętszego Ducha. Dlaczego Zmartwychwstanie Chrystusa miało miejsce po trzech dniach, tak rozumuj: wieczór czwartku i dzień piątku, gdyż tak Żydzi liczą dobę, to jest jeden dzień. Następnie noc piątku i cała sobota to drugi dzień, a potem noc soboty i dzień niedzieli, gdyż część początku bierze się za całość, to znowu doba, a więc trzeci dzień. Można też obliczać tak: o trzeciej godzinie piątku został ukrzyżowany Chrystus, potem od szóstej godziny do dziewiątej była ciemność, co uznaj za noc, a od trzeciej godziny do dziewiątej jedna noc, a po ciemności znowu dzień i noc piątku, oto dwie doby. Następnie dzień soboty i jej noc, oto trzecia doba, według słów ewangelisty: „a gdy minął szabat”. Skoro więc Zbawiciel, który obiecał trzeciego dnia nas obsypać nas dobrodziejstwami, w najkrótszym czasie dokonał tych dobrodziejstw, to Jemu chwała i panowanie na wieki wieków. Amen.

20210430_160910

WIELKI TYDZIEŃ

„Nie ma na świecie innej wspólnoty eklezjalnej, której twórczość liturgiczna mogłaby wznieść się do aż takiej wysokości, do jakiej dochodzi w momencie dni pokutnych Wielkiego Postu soborowe tchnienie Świętego Prawosławia” – Abp Abel.

IMG-20210406-WA0027

Zwiastowanie Bogurodzicy i postrzyżyny w rasofor

Święto Zwiastowania Bogurodzicy w tym roku było podwójnie radosne i wyjątkowe, bowiem w przededniu prazdnika Błagowieszczenija, pod koniec wieczornego nabożeństwa nasza siostra – posłusznica (nowicjuszka) Irena – przyjęła z rąk Władyki Abla rasoforny postryg (pierwszy stopień mniszych postrzyżyn). Niech Łaska Boża umacnia siostrę Irenę na tej nowej drodze!

20200325_145108

Rocznica przybycia Ikony Matki Bożej „Trójrękiej”

„Raduj się Wspomożycielko nasza, Trójręką Ikoną Twoją nam pomagająca!” – te słowa akatystu ze wzruszeniem powtarzałyśmy niejednokrotnie 10 marca, gdy uroczyście obchodziliśmy rocznicę przybycia do naszego monasteru ze świętej Góry Atos kopii Trójrękiej Ikony Matki Bożej. Było to dla nas piękne i wzruszające święto, którego obchodom przewodniczył zwierzchnik naszej diecezji – Arcybiskup Abel w asyście aż 22 kapłanów. W związku z tym, iż w tym roku przypadło na środę tygodnia mięsopustnego, cerkiewny ustaw nie przewidywał w tym dniu sprawowania Świętej Liturgii. Został za to odsłużony uroczysty akatyst z molebniem do Bogurodzicy, podczas którego wznosiliśmy gorące modlitwy za wszystkich darczyńców wspólnego dzieła rozbudowy turkowickiego monasteru. A my, siostry, po raz kolejny doświadczyłyśmy tego dnia prawdziwie matczynej opieki Bogurodzicy, o czym z chęcią kiedyś Wam opowiemy, Dlatego łza wdzięczności towarzyszyła każdemu wyśpiewanemu: „Radujsia Pomosznice nasza, Trojerucznoju Ikonoju Twojeju nam pomagajuszczaja!”

20210130_093443

Z postępów w budowie – STYCZEŃ 2021

Kochani Bracia i Siostry, wszyscy nasi Ofiarodawcy i ludzie dobrej woli, którzy wspieracie rozbudowę naszego wspólnego „duchowego domu” – dzięki Waszej dotychczasowej pomocy, z Bożym błogosławieństwem prace budowlane w domu monasterskim i cerkwi św. Paraskiewy Turkowickiej posuwają się do przodu. Zgromadzone w ciągu tygodnia środki są natychmiast wykorzystywane za zakup bieżących materiałów i wynagrodzenie pracownikom. Nie mamy w związku z tym zapewnionych środków finansowych na kolejne etapy prac wykończeniowych i w dalszym ciągu zbieramy fundusze na drzwi (łącznie 86 sztuk), za które została zapłacona zaliczka w kwocie 14 tysięcy złotych. Wierzymy jednak, że z Bożą pomocą się uda.

Wewnątrz cerkwi zostały zakończone tynki. By móc przystąpić do kolejnych prac, cerkiewka musi podeschnąć. Niestety, zima uniemożliwiła zakończenie pokrycia dachu monasteru (zostały niepokryte lukarny), a w związku z tym nie można było ocieplić go wełną od środka. Prowadzone są jednak wszystkie prace, jakie można wykonywać w istniejących warunkach. Niech zdjęcia mówią same za siebie. Serdecznie zapraszamy do zapoznania się ze styczniową fotogalerią z budowy!

Chętni wesprzeć dalsze prace budowlane, mogą składać swoje ofiary na konto monasteru: PKO S.A. 90 1240 2829 1111 0010 2240 1819 (Monaster Opieki Matki Bożej, 22-546 Turkowice 133) z dopiskiem „Wspólne Dzieło” lub za pomocą internetowej zbiórki pieniędzy na portalu: www.zrzutka.pl/z/monaster.

Pomóc można też rzeczowo, np. przekazując na rzecz monasteru podstawowe sprzęty gospodarstwa domowego czy inne (chętnych prosimy o kontakt telefoniczny – 519-803-932 lub e-mailowy: monaster.turkowice@gmail.com). Za każdą ofiarę serdecznie dziękujemy i zapewniamy o naszych codziennych modlitwach za wszystkich ofiarodawców!

20210202_090541

Pamięci świętych Męczenników Podlaskich…

„Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,35-39) Pierwsze słowa tego pięknego fragmentu z listu św. Apostoła Pawła do Rzymian w cerkiewnosłowiańskim języku brzmiące: „Kto ny razłuczyt ot lubwie Bożija…” z dużym prawdopodobieństwem mogli sobie przypomnieć w ostatniej chwili przed śmiercią wychowani na Piśmie Świętym, często na jego podstawie uczący się czytać nasi dzisiejsi święci męczennicy Podlascy – dziadkowie, babcie, bracia, siostry, wujkowie wielu z nas. I wypełnili te święte słowa do końca, żegnając się trzema palcami przed lufą karabinu, nie wyrzekając się swego białoruskiego pochodzenia i świętej prawosławnej wiary. I w wiecznym wymiarze odnieśli – jak mówi Pismo – zwycięstwo. Wstrząsające wspomnienia o ich śmierci czytane były dziś za monasterską trapiezą, po uroczystej Boskiej Liturgii i molebniu do kanonizowanych latem tego roku świętych Męczenników Podlaskich. Wśród nich dwoje męczenników to bliscy naszych sióstr. …2 lutego 1946 roku z rąk oprawców podczas krwawego „rajdu Burego” na Podlasiu zginął rodzony dziadek (tato mamy) naszej Matuszki Ihumenii – święty Michał (Antoniuk) ze wsi Zanie. Dwa dni wcześniej ci sami bandyci zabili stryjecznego brata innej z naszych sióstr, mniszki Paraskiewy, świętego Bazylego (Sawczuka), jednego z trzydziestu zamordowanych kolo wsi Puchały Stare prawosławnych furmanów…

🙏Święci Męczennicy Podlascy, molitie Boga o nas!

4 Dron - surowka

„Budowa pod opieką” – wywiad z siostrami z Turkowic w najnowszym numerze „Istocznika”

„Budowa pod opieką”

Z siostrami z Turkowic rozmawiamy o tegorocznych uroczystościach w dniu 15 lipca i postępach w rozbudowie monasteru

  1. W tym roku podczas uroczystości ku czci Turkowickiej Ikony Matki Bożej byliśmy świadkami wielkiego wydarzenia – poświęcenia i ustawienia krzyża na budującej się cerkwi św. Paraskiewy. Jakie są Wasze odczucia?

Przede wszystkim przepełniała nas wielka radość i wdzięczność Bogu, Matce Bożej, naszej starszej Siostrze – jak między sobą nazywamy świętą Paraskiewę i wszystkim ludziom dobrej woli, którzy duchowo i materialnie cały czas nas wspierają i byli w tym dniu z nami oraz poczucie, że działo się coś bardzo ważnego, coś, czym nie my tak naprawdę kierowałyśmy, uroczystość, którą nie my zaplanowałyśmy i zorganizowałyśmy, ale Ktoś z „góry”, jakby sama Bogurodzica i nasza święta Paraskiewa. Zresztą znak, jaki Matka Boża pokazała nam wszystkim w tym dniu, jest na to chyba najlepszym dowodem.

  • Właśnie. Dokładnie w dniu święta Turkowickiej Ikony Bogurodzicy jedna z ikon w Waszej cerkwi  – Siemistrelnaja – zaczęła wydzielać mirro. Dla wszystkich to bez wątpienia przejaw Bożej łaski. A czym jest dla Was?

Dla nas również jest to wielka błagodat’ i niewątpliwie znak, choć staramy się za wiele o tym nie myśleć, zachować delikatny dystans i nie dociekać. Jednak z drugiej strony, biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich wydarzył się ten cud – wielkie święto Matki Bożej i naszego monasteru, historyczny moment wzniesienia krzyża na kopułę nowej cerkwi i zaskakująca ilość uczestniczących w tych szczególnych uroczystościach pielgrzymów z różnych zakątków naszego kraju, to co się wydarzyło (cud mirotoczenia – red.) odczytujemy jako przejaw żywej obecności Matki Bożej pośród nas, Jej Matczynej opieki nad swoimi dziećmi, troski o nas i wdzięczności wszystkim tym, którzy swoimi ofiarami – cegiełkami budują Jej dom. Z drugiej strony, odnosząc to wydarzenie tylko do siebie, mamy poczucie pewnego zawstydzenia przed Bogurodzicą za nasze niedbałe, nie zawsze takie, jak być powinno, mnisze życie. To tak, jakby Sama do nas przyszła i karcąco, choć z wielką miłością, pokiwała na nas palcem.

  • W tak niedługim czasie od poświęcenia kamienia węgielnego wybudowano cerkiewkę i korpus monasterski. Pracy jest jeszcze z pewnością bardzo dużo, ale plac monasterski cały czas tętni życiem. To, co już widać, robi duże wrażenie – szczególnie jak wejdzie się do środka cerkwi i domu. Opowiedzcie nam więcej o procesie budowy. Jak to przeżywacie?

Przeżyć jest całe mnóstwo! Nigdy nie sądziłyśmy, że przyjdzie się nam zajmować czymś takim, jak budowa, w dodatku tak pokaźnych rozmiarów. Gdyby to od nas samych zależało, wolałybyśmy, aby się tym zajmował ktoś inny (mężczyźnie na pewno byłoby łatwiej), jednak bycie mnichem polega na pokornym i bez narzekania schylaniu głowy przed wszystkim, co zsyła Bóg, co zleca przełożony. Rozbudowa monasteru i budowa nowej cerkiewki naprawdę były konieczne, a powierzenie prowadzenia ich komuś z zewnątrz wiązałoby się z dodatkowymi, na pewno niemałymi kosztami, zatem to  nietypowe posłuszanije stało się naszym (sióstr) nowym doświadczeniem. Ale, jak już wspominałyśmy, my same tym wszystkim nie zarządzamy. Naprawdę cały czas towarzyszy nam uczucie, które bardzo często przeradza się wręcz w pewność, że to Matka Boża jest naszym Ekonomem, Sama chodzi po budowie i nią kieruje, zwłaszcza jak dzieją się różne nieprzewidziane sytuacje, pojawiają się jakieś problemy, które nagle „same” się rozwiązują lub przeciwnie – gdy niespodziewanie dzieje się coś bardzo pozytywnego, jakaś miła i bardzo w danym momencie przydatna niespodzianka. Wiemy, że to wszystko Jej, czyli Bogurodzicy zasługa i troska. Zresztą, nie bez przyczyny wiosną, w ostatnim dniu przed wprowadzeniem obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa, przybyła do nas z Atosu przepiękna, duża ikona Trojeruczycy. Trochę żartem, a trochę serio mówimy, że dwiema rękami Matka Boża już sobie z nami nie radziła, dlatego przysłała na pomoc trzecią dłoń.

            Co do postępów prac na budowie, wszystko, co można zaobserwować (bezpośrednio lub na naszej stronie internetowej: www.monasterturkowice.pl) jest dzięki Bożej i Waszej, czyli  Ofiarodawców – żertwowatielej pomocy i oczywiście dzięki roztropności naszej Matuszki Ihumenii Jelizawiety, która mądrze i z wielkim spokojem sprawuje nad tym swoją pieczę. Od marca 2019 roku do dziś (mamy połowę października 2020) zrobiono naprawdę wiele – wybudowano cerkiew w stanie surowym, tj. jeszcze bez elewacji, pokrytą miedzianym dachem ze złotą kopułą, z drewnianymi oknami i drzwiami. Dom monasterski o trzech kondygnacjach (choć podpiwniczenie nie jest na całej powierzchni) również wspiął się po dach, co prawda jeszcze nie całkiem pokryty. Wszędzie postawiono ściany działowe, zamontowano drewniane okna, częściowo wykonano instalacje elektryczną i wodno-kanalizacyjną, także już mamy widoczny i namacalny wygląd naszego nowego domu z dwudziestoma czterema celami dla sióstr, kilkoma pracowniami, przestronnym refektarzem (trapiezną – jadalnią), dużą kuchnią. Ten, kto u nas był, wie, w jakich warunkach obecnie żyjemy i jak bardzo brakuje nam miejsca. Ale wierzymy, że wszystko w swoim czasie, jeśli tylko będzie wola Boża. Wiemy, że musimy uzbroić się w cierpliwość i dużo się modlić, tym bardziej, że właśnie przyszedł ten moment, gdy zaczyna brakować pieniędzy i dalszy etap budowy, jeśli nie zgromadzimy środków, może stanąć pod znakiem zapytania.

Nie możemy zdać się tylko na innych, to byłoby w naszym odczuciu nietaktem, dlatego cały czas same również staramy się robić wszystko, by pracą własnych rąk pozyskiwać fundusze. Od wczesnej wiosny przez całe lato i aż do jesieni zbieramy zioła, produkujemy z nich aromatyczne herbaty, które cieszą się coraz większą popularnością wszędzie tam, gdzie udajemy się ze swoim sklepikiem. Oprócz ikon i innych „cerkiewnych” towarów sprzedajemy też różne przetwory. Wszystko robimy same i pochodzi to z naszego naturalnego ogrodu lub jest zbierane w miejscach bezpiecznych ekologicznie. Popularne stały się na przykład nasze dżemy, syropy i kremy z owoców dzikiej róży czy ostre sosy paprykowe z chili i peperoni (z powodzeniem hodujemy te rzadkie gatunki papryki w naszym ogrodzie). Poza tym swój wkład w dzieło rozbudowy monasteru wniosła wydana przez nas książka – „Nasza wiara od kuchni”, której w sumie 5-tysięczny nakład (dwa wydania) w ciągu roku w większej części się sprzedał (książka jest wciąż dostępna w naszym sklepie internetowym na stronie monasteru).

  • Wspominały siostry o nieprzewidzianych sytuacjach i niespodziankach w czasie trwania budowy. Czy w ostatnim czasie były jakieś szczególne momenty, którymi chciałybyście się podzielić?

Z perspektywy czasu wydaje się, że cały ten okres budowy – od początku do teraz, to same „szczególne” momenty. Bo tak naprawdę nie wyobrażałyśmy sobie, jak to będzie, byłyśmy wręcz przerażone. A teraz widać, że z Bożą pomocą wszystko co złe minęło lub obróciło się w dobre, przykre doświadczenia zastąpiły bardzo pozytywne zjawiska, spotkało nas kilka miłych niespodzianek i ogólnie rzecz biorąc, oprócz zmartwienia związanego z niewystarczającymi finansami, poważniejszych problemów nie mamy.

            Ale żeby nie być gołosłownym, możemy przytoczyć kilka przykładów. Pierwszy związany z ekipą budowlaną. Kiedy po niedługim czasie od rozpoczęcia budowy z poważnych przyczyn musiałyśmy zmienić wykonawcę, zupełnie nie wiedziałyśmy, skąd wziąć nowego. Znikąd nie było wieści, dziś bardzo trudno znaleźć fachowców. Ostatecznie obecną firmę budowlaną znalazłyśmy z ogłoszenia w Internecie. Nie było żadnego polecenia, żadnej gwarancji, że to dobry, rzetelny wykonawca. Nic. Zwyczajnie musiałyśmy tej praktycznie nikomu nie znanej, w dodatku niedużej firmie zaufać. Wyboru (spośród trzech kandydatów) dokonała nasza Matuszka. Dość szybko się przekonałyśmy, że jak zwykle się nie pomyliła.

Kolejnym prawdziwym cudem dla nas była akcja „Wspólne Dzieło”, którą do tej pory organizowała diecezja białostocko-gdańska i przeprowadzana była wyłącznie na jej i diecezji warszawsko-bielskiej terenie. W tym roku, dzięki wstawiennictwu naszego Władyki, Arcybiskupa Abla i ogromnej życzliwości Arcybiskupa Jakuba to turkowicki monaster otrzymał wyjątkowe błogosławieństwo na przeprowadzenie akcji. Do tego nowością i wielką niespodzianką stał się fakt, iż „Wspólne Dzieło” objęło swym zasięgiem cały kraj, a więc wszystkie diecezje, oczywiście za zgodą ich ordynariuszy, którym z tego miejsca raz jeszcze bardzo serdecznie dziękujemy!

            Innym szczególnie dla nas ważnym i niezwykłym wydarzeniem było ofiarowanie naszemu monasterowi drogocennej ikony Bogurodzicy Trojeruczycy i jej niezwykła droga z Atosu do Turkowic. Jakże piękna była uroczystość powitania ikony, jak się później okazało –  w ostatnim dniu swobody przed ogłoszoną 12 marca pandemią i związanym z nią zamknięciem granic, zakazem zgromadzeń itd. A ikonę w Turkowicach witało trzech biskupów i cerkiew pełna pielgrzymów z kraju i z zagranicy! Niedługo potem, już za koronawirusa i znów nieoczekiwanie, i niby „przypadkiem” pojawiła się u nas następna piękna ikona z republiki Mnichów – Iwierskiej Bogurodzicy – spod pędzla tego samego mistrza ikonografii z Kielii Burazeri i dzięki ofiarności tego samego fundatora.

Następnym bardzo zaskakującym i znów „cudownym” momentem była propozycja kupna sąsiedniej działki, o której tak naprawdę od dawna marzyłyśmy, by mieć przy boku swój własny sad i ogród (obecny ogród tzw. „na polu” znajduje się na „pożyczonej” działce), lecz kilka nieudanych prób rozmów na ten temat z odpowiednimi wówczas osobami, niestety, na lata rozwiało nasze nadzieje. Aż tu niespodziewanie kilka miesięcy temu zjawił się u nas we własnej osobie właściciel działki z ofertą jej sprzedaży właśnie nam! Czy to nie kolejny cud Matki Bożej?! Póki co, z wiadomych – finansowych względów, sprawa nie znalazła pozytywnego rozwiązania, jednak mamy nadzieję, że i to z Bożą pomocą w przyszłości się jakoś rozwiąże.  

Podobnych niezwykłych, a dla nas wręcz cudownych, przykładów, choć może dla kogoś, kto o tym czyta zupełnie zwyczajnych, mogłybyśmy wymieniać jeszcze bardzo wiele. Bo ni stąd ni zowąd pojawił się pan „od kuchni”, tj. od jej specjalistycznego wyposażenia, który doradził, pokazał, podpowiedział, a na miejsce jednego pracownika ekipy budowlanej, który nagle rzucił pracę, przyszło dwóch nowych, którzy są z nami do dziś. Młody sąsiad, który jeszcze pół roku temu mijał nas na ulicy bez słowa, dziś codziennie z uśmiechem na twarzy krzyczy do nas: „Szczęść Boże”, przychodząc za pięć siódma do pracy na naszą budowę… Zwykłe – niezwykłe momenty, które pomagają pamiętać, „Kto tu rządzi” i w czyich rękach jesteśmy. Jemu, naszemu Bogu staramy się powierzać według słów, które słyszymy podczas każdej Boskiej Liturgii: „sami siebie i jeden drugiego”.

  • Siostry, co jeszcze przed Wami i jaka będzie kolejność działań?

Po pierwsze modlitwa, od tego zawsze trzeba zacząć i chyba w naszym przypadku tego nigdy za wiele A dalej praca i praca i wszystkie możliwe sposoby na pozyskanie nowych funduszy. Przez cały czas można wpłacać swoje ofiary na konto monasteru (PKO S.A. 90 1240 2829 1111 0010 2240 1819), podając w tytule cel, np. „Na budowę” oraz imiona swoich bliskich, za których cały czas się modlimy, a w dniu wyświęcenia nowej cerkwi św. Paraskiewy wszystkie zapiski złożymy pod ołtarzem, by w ten symboliczny sposób na naszych drogich fundatorach i wszystkich ofiarodawcach spoczęło Boże błogosławieństwo.

Ponadto 1 października uruchomiłyśmy internetową zbiórkę pieniędzy na portalu zrzutka.pl (https://zrzutka.pl/z/monaster – konto zrzutki: 88 1750 1312 6883 7664 0794 7019) na rzecz ukończenia I etapu rozbudowy monasteru, której celem szczegółowym jest zebranie funduszy na dokończenie zadaszenia nad wejściem do cerkwi, pokrycia dachu domu monasterskiego i zakup drzwi zewnętrznych do budynku. To właśnie są trzy najważniejsze kwestie, które dobrze byłoby doprowadzić do końca przed zimą. W dalszej kolejności  tynki i posadzki w domu i w cerkwi. Mimo iż główny materiał na dach domu – ceramiczną dachówkę – kupiłyśmy jeszcze w lutym ze środków zebranych dzięki akcji „Wspólne Dzieło”, na dzień dzisiejszy wszystkie pozostałe fundusze się wyczerpały i nie wystarcza nam na zapłatę dla robotników, to zaś grozi wstrzymaniem prac…

W związku z powyższym bardzo gorąco po raz kolejny prosimy o Wasze wsparcie – finansowe i duchowe. Żadna, nawet najmniejsza Wasza cegiełka nie pozostanie bez modlitewnej „zapłaty” z naszej strony. Przysyłajcie z ofiarami swoje zapiski! Wiemy, jak bardzo dzisiejszemu światu jest potrzeba modlitwa, jak wielkie pokusy i próby dotykają Wasze rodziny. Zła siła za wszelką cenę chce nas odwrócić od Boga i Cerkwi, chce zasiać strach i zwątpienie w Boże obietnice i co gorsza, w same Święte Dary – Eucharystię, źródło naszej siły, prawdziwego zdrowia i gwarancji nieśmiertelności. Nie bójcie się! Bóg Was kocha i nie zostawi nikogo, kto z ufnością w codziennej modlitwie powierza Mu swoje życie. Tak i my staramy się z ufnością i nadzieją na Boże miłosierdzie patrzeć w przyszłość, a póki co dziękować Mu za to, co jest. Bo każdy nowy dzień i wszystko, co nas spotyka, nawet to trudne, co sprawia, że nasza wiara nie słabnie, lecz coraz bardziej się wzmacnia, to tak naprawdę wielki cud Bożej miłości i namacalne świadectwo opieki Bogurodzicy nad nami. A nasze Turkowice to przecież monaster Opieki Matki Bożej – czego więc mamy się bać?

Dziękujemy za rozmowę!